Co w kadrze piszczy. Kanony, reguły, zasady

Tak tylko na marginesie

Co byście nie robili z elektronicznym zapisem i gdzie byście go nie zamieszczali, róbcie zapasowe kopie!!! Koniecznie kopie ostatniej wersji każdego dokumentu! Dziwne rzeczy działy się w nocy z 28 na 29 grudnia. Zniknął niniejszy wpis.  Odtworzyłem go z archiwum w swoim komputerze. Na szczęście miałem jego kopię po ostatniej edycji.

Świątecznie

Nadchodzi czas obfitujący w doznania świąteczne, rodzinne i te przy stole. Przy okazji świąt oczywiście fotografujemy, ale zostawmy sobie także trochę czasu na zastanowienie się, jak fotografujemy.

Geneza wpisu

Uczestniczę w dyskusjach o fotografowaniu prowadzonych w Szturchańcu Fotograficznym (www.ewaipiotr.pl) chyba od początku jego istnienia. Z Piotrem czasem się zgadzam, czasem się nie zgadzam, ale uważam dyskusje te za bardzo pouczające i inspirujące. Kwintesencja (raczej przekorna) stanowiska Piotra: „Nie ma reguł w kompozycji, więc i łamać nie ma co.” (http://www.ewaipiotr.pl/kompozycja-2/co-jest-nie-tak-z-trojpodzialem/#comments). Takie stanowisko prezentuje zresztą też David duChemin, autor poczytnych podręczników fotografii. Chciałbym w tym wpisie przedstawić, co o tym myślę, wykorzystując do ilustracji głównie przykłady z najbardziej ulubionej przeze mnie fotografii zbliżeniowej.

Co o tym myślę

Nie wierzę, że Piotr wierzy w to co napisał, bo że reguły, kanony i zasady istnieją, wiemy o tym wszyscy. U podstaw kompozycji kadru leży przecież zasada trójpodziału czy złotego podziału oraz złotej spirali, z ich mocnymi punktami obrazu (1), zasada linii wiodących po skosie z dominującymi kierunkami, z lewa na prawo i z góry do dołu czy odwrotnie (2, 3). Piszą o tym autorzy podręczników i poradników, mówią wykładowcy kursów i szkół fotograficznych, dyskutują internauci. Czy wszyscy aż tak się mylą?  Od tego zaczyna się przecież zwykle poznawanie estetyki fotografii.

1_m43b1. Owad (z rodziny kózkowatych) umieszczony w mocnym punkcie złotego podziału

2_m43b

2. Dwie kózki w dynamicznym ujęciu po skosie z lewa na prawo

3_m43b

3. Skos źdźbła trawy z zamarzniętą rosą jest „podwójnie odwrócony”

Do warsztatu fotografów kanony i reguły trafiły z malarstwa. Ale warto przypomnieć, że złoty podział, inaczej podział harmoniczny, określany również jako „boskie proporcje”, znali już greccy filozofowie i matematycy, a stosowali także starożytni rzeźbiarze i architekci jako klucz do harmonii i klasycznego piękna tworzonych dzieł. Złoty podział jest kanonem uniwersalnym; stwierdzono jego istnienie w przyrodzie zanim „stał się człowiek”, ale podlega mu także budowa ludzkiego ciała. Nie ma wyjścia, chcąc świadomie uprawiać malarstwo czy fotografię, wypada znać i złoty podział i pozostałe reguły. Pozwalają one komponować klasycznie piękne i harmonijnie zrównoważone obrazy, budować nastrój, wprowadzać wizualny spokój, albo wręcz przeciwnie, stwarzać dynamikę i budować napięcie. Dobrze jest wiedzieć, jak to robić.

Ale przecież to nie wszystko, jeżeli chodzi o zasady kompozycji. Moim zdaniem są sprawy ważniejsze niż te przytoczone wyżej. Wszystkich nie poruszę (np. perspektywy, kompozycji kształtów, plam kolorów, światłocienia), ale przytoczę te, które dla mnie są akurat obecnie szczególnie ważne, a uznawane są chyba przez wszystkich świadomych fotografów. Pierwsza dotyczy umieszczenia w kadrze tylko i tylko tego co naprawdę chcę pokazać. Jest to zasada eliminacji z kadru wszystkiego co jest „niechciane” (2, 3). Towarzyszy jej zasada jak najprostszego ujęcia tematu (3).

Zasadę eliminacji można realizować przez dobór ogniskowej obiektywu i wybór jego punktu widzenia. Działania te mocno wspiera odpowiedni wybór przysłony, co wpływa na głębię ostrości (GO) rejestrowanego obrazu. To ona pozwala selektywnie wyizolować temat i tak rozmyć „niechciane”, żeby nie przeszkadzało w odbiorze tematu fotografii (4).

4_m43b4. Kwiaty żurawiny wyizolowane ze zróżnicowanego środowiska przez zastosowanie małej GO

Od pewnego czasu funkcjonuje w tym zakresie pojęcie bokeh; to niesłychanie ważna sprawa. Wśród onanistów sprzętowych parametr ten jawi się nawet jako pierwszoplanowy. Kiedy zaczyna się porównywać jakość obiektywów na pierwsze miejsce wysuwa się ich jasność (światłosiła), czyli maksymalny otwór przysłony, a kiedy mowa o korpusach, wówczas wielkość matrycy. Chodzi przy tym często nie tyle o fotografowanie przy niedostatku światła, co o głębię ostrości, tak jakby to głównie ona decydowała o jakości zdjęcia. Głębia ostrości jest bardzo ważna, ale dla mnie ważniejsza jest jakość rozmycia tego co jest „niechciane”,  jaki jest ten bokeh (1-4).

Credo

Podsumujmy; reguły, kanony, zasady i zalecenia istnieją, tylko czy zawsze są one obowiązkowe, czy należy kurczowo się ich trzymać?

Moje credo przedstawiłem w dyskusji z Piotrem: „Myślę, że fotografowany temat i jego otoczenie, plany bliższe i dalsze oraz zamysł fotografa powinny decydować o kompozycji kadru. Najważniejszy jest chyba właśnie ten zamysł.” Na szczęście dla mnie Piotr napisał „ Oczywiście!”. http://www.ewaipiotr.pl/kompozycja-2/co-jest-nie-tak-z-trojpodzialem/#comments

Korzystam i nie korzystam

Jak pokazałem wyżej, korzystam z kanonów, reguł czy zasad, kiedy mi odpowiadają w konkretnym kadrze, czasem tworzę obrazek przeciw jakiejś zasadzie. Dla mnie ważniejsza od nich jest intuicyjna decyzja, gdzie moim zdaniem powinien być umiejscowiony wizualny punkt ciężkości kadru albo czy ma być tylko jeden czy może być ich więcej, i czy wtedy wszystkie elementy kadru są równie ważne (5).

5_m43b

5. Kadr „nadmiernie przepełniony” zróżnicowanymi elementami

„Prawomyślna” ocena kadru 5 mogłaby być jedna – tak nie należy, bo jest to sprzeczne z regułami. Jest za dużo informacji, a przecież obowiązuje zasada pokazania tematu tak, żeby oczy nie biegały chaotycznie po kadrze, tylko koncentrowały się na tym co jest najważniejsze. Niestety, moim zamierzeniem było pokazanie prawdy o sytuacji z modelką przy fantastycznym kabriolecie, który sam w sobie też zasługuje na zdjęcie. Ale jeszcze było mi za mało; stwierdziłem, że „szerokim kątem” trzeba jeszcze objąć pana z prawej. Kadr jest raczej sprzeczny z zasadami poprawnej fotografii, bo zawiera stanowczo za dużo elementów przyciągających wzrok. Który z nich jest bardziej ważny, a który mniej ważny? Ważne jest tu wszystko; wszystko razem dało kontrast sytuacyjny i zarazem symboliczny. Obrazek jest wyrazem dwóch, konkurujących (czasem) ze sobą, zainteresowań współczesnego mężczyzny – są to kobieta i auto. Tutaj wyraźnie widać zróżnicowane (pewnie tylko chwilowo) preferencje obu panów. Osobiście wolę jednak kontrast sytuacyjny innego rodzaju (6). Obok kontrastu świateł i cieni mamy tu dużo ważniejszy kontrast sytuacyjny, zdecydowanie dominujący przy odbiorze zdjęcia. Dzieci na swój sposób przeżywają zetknięcie się z pomnikiem partyzantów w Lasach Janowskich. Można powiedzieć, że jest to tylko zabawa (może nawet niestosowna) na pomniku, ale w połączeniu z przekazaną im informacją o historii walk partyzantów z niemieckim okupantem będzie dla nich ważnym dokumentem. Zdjęcie oczywiście nie było ustawiane; sytuacja zaistniała spontanicznie.

6_m43b

6. Wizyta na Porytowym Wzgórzu.

W fotografii krajobrazu występuje problem rozmieszczenia linii horyzontu i innych linii poziomych – gdzie powinny one przebiegać w kadrze? Czy na poziomie 1/3 od dołu albo 1/3 od góry, bo tak nakazuje zasada trójpodziału? Przy tego typu wyborach przestaję sugerować się zaleceniami. Ważne staje się tylko moje odczucie estetyki konkretnego kadru. Tutaj (6) horyzont pasował mi akurat na poziomie mniej więcej 1/8 od góry, chociaż rozgraniczenie pierwszej i drugiej fali jest rzeczywiście około 1/3 od dołu. Przy okazji jest tu też inny rodzaj kontrastu sytuacyjnego – przechodzenie spokojnego morza (w oddali) w burzliwą falę niedaleko brzegu, która gaśnie na plaży.

7_m43b

7. Dynamika morskich fal

Muszę sie przyznać, że często podczas komponowania kadru włączam układ linii trójpodziału na wyświetlaczu aparatu. Ale nie po to żeby ten trójpodział koniecznie stosować; wolę np. mniej dynamiczny złoty podział. Nieważne czy zastosuję wtedy jakiekolwiek reguły czy też ich nie zastosuję; trójpodział na wyświetlaczu pomaga mi jednak w podejmowaniu decyzji, jak ma wyglądać ostateczny kadr, jak rozmieścić jego elementy, a już na pewno pomaga w trzymaniu pionu i poziomu. Chociaż w tym zakresie lubię korzystać raczej z poziomiczki.

Tworzę własne

Tworzę też własne reguły czy może raczej upodobania (a może przyjmuję cudze?). Panuje powszechnie zalecenie, żeby głównego tematu raczej nie umieszczać w centrum kadru, tylko w jednym z jego mocnych punktów. Panuje też dość powszechnie niechęć do kwadratowych kadrów. Także symetria w fotografii nie jest mile widziana. Tymczasem moim ulubionym kadrem jest właśnie kwadrat, szczególnie z bardzo ciasnym ujęciem tematu (8). Ale temat może być również centralnie umieszczony w luźnym prostokącie (9).

8_m43b

8. Kwiat ostropestu plamistego sam prosił się o ciasny kadr kwadratowy

9_m43b

9. Samica pająka darownika przedziwnego z kokonem wypełnionym jajami poprosiła o kadr znacznie luźniejszy w „amerykańskim” prostokącie 3:4

I jeszcze lubię, kiedy w kadrze zaistnieje symetria (10). Tu w „europejskim” prostokącie 2:3.

10_m43b

10. Szałwia muszkatołowa jest dobrym przykładem symetrii występującej w przyrodzie

Wręcz szukam tematów, które należy tak przedstawić, o co w przyrodzie nie jest zresztą trudno. Kiedy jednak przeglądam swoje archiwum, to kwadrat czy symetria wcale nie dominują, są w zdecydowanej mniejszości.  Jest wszystko; są kwadraty i prostokąty (europejskie i amerykańskie), jest spokojna symetria i jest duże napięcie wizualne, jest też złoty podział czy trójpodział i ich mocne punkty. Okazuje się, że to nie ja wybieram proporcje czy kompozycję kadru „bo lubię”. Nie, narzuca mi to sam fotografowany temat.

Wszystkim, którzy dotrwali do końca, chcę złożyć życzenia radosnych Świąt Bożego Narodzenia i dobrych kadrów w Nowym Roku.

Aleksander

The following two tabs change content below.
Absolwent Politechniki Łódzkiej (1969). Praca zawodowa zakończona etatem profesora na Wydziale Farmaceutycznym UM w Łodzi. Od roku 2012 fotografujący emeryt. Ponieważ całe życie zawodowe spędziłem w murach uczelni, to teraz z aparatem fotograficznym nadrabiam przyrodnicze zaległości. Fotografowanie jest dla mnie mobilizacją do wyjścia z domu (na wsi) przed świtem w poszukiwaniu naturalnego piękna, zwłaszcza tego odnajdywanego na kolanach, Zdjęcia są czymś wtórnym; nie mniej mam za sobą kilkanaście wystaw indywidualnych i jedną wspólną z Markiem Wyszomirskim (inkluzje zwierzęce w bursztynie), która była eksponowana w kilku miejscach – Warszawa 2014, Wieluń 2014, Gdańsk 2014, Łódź 2016. W roku 2016 nowa edycja tej wystawy La vita fissata nell’ambra została też zaprezentowana w Rzymie. Mój zachwyt budzi Vincent Munier, arcymistrz kompozycji, światłocienia i minimalnego światła.

Ostatnie wpisy Aleksander (zobacz wszystkie)

Inne wpisy, które mogą cię zainteresować:

9 komentarzy na temat “Co w kadrze piszczy. Kanony, reguły, zasady”

  1. Piotr pisze:

    Witam,

    Kwintesencja (raczej przekorna) stanowiska Piotra: „Nie ma reguł w kompozycji, więc i łamać nie ma co.”

    Nie jestem tutaj bardziej przekorny niż duChemin. :)

    Nie wierzę, że Piotr wierzy w to co napisał, bo że reguły, kanony i zasady istnieją, wiemy o tym wszyscy.

    Istnieją… w głowach. Głównie tych, którzy szukają reguł.

    U podstaw kompozycji kadru leży przecież zasada trójpodziału czy złotego podziału

    Jeśli przez podstawy masz na myśli podręczniki typu „podstawy fotografii”, to masz rację. Natomiast trójpodział nie jest ani pierwotną dominantą kompozycyjną, ani najpopularniejszą, ani najbardziej uniwersalną. Weź jakiegoś swojego ulubionego fotografa i policz proporcje trójpodziałów i ewidentnych nietrójpodziałów w jego pracach.

    Piszą o tym autorzy podręczników i poradników, mówią wykładowcy kursów i szkół fotograficznych, dyskutują internauci.

    No tak, piszą autorzy podręczników fotografowania, którzy na tematykę kompozycji poświęcają 3 czy 4 strony – nieco mniej niż na teorie budowy matryc. Jeśli rozmawiamy serio o podręcznikach kompozycji, to właściwie rozmawiamy tylko o trzech wydanych u nas książkach: przede wszystkim Brendzie Tharp, a także „Perfekcji w fotografii” Barra i „Okiem fotografa” Freemana. Pisał też o tym duChemin, ale rozumiem, że jego dyskwalifikujesz. :)
    No i zobacz, jakie tam jest podejście do trójpodziału, jego pierwotności, uniwersalności i ważności.

    Od tego zaczyna się przecież zwykle poznawanie estetyki fotografii.

    Właśnie! Od tego się zaczyna, bo to łatwe, zalgorytmizowane i na dobrą sprawę nie wymaga żadnego zmysłu estetycznego do stosowania. Od tego się zaczyna, bo to łatwo wytłumaczyć i zrozumieć. Także autorom podręczników typu „Fotografia cyfrowa dla każdego”.
    Gorzej, że mało kto wychodzi poza trójpodział, bo to już trudniejsze. Stąd to wrażenie powszechności i obowiązkowości, które jednak wcale nie wynika z siły i efektywności trójpodziału, a tylko z jego łatwości edukacyjnej.

    złoty podział, inaczej podział harmoniczny, określany również jako „boskie proporcje”, znali już greccy filozofowie i matematycy

    Prawda. Tylko że zakusy różnych szkół filozoficznych (głównie pitagorejczyków), żeby świat opisać równaniami matematycznymi, wcale nie świadczy prawdziwości czy nawet sensie tych usiłowań. Były kierunki w sztuce, które odwoływały się do aktualnych odkryć naukowych i trendów cywilizacyjnych, były i takie, które się od tego odżegnywały.

    Pierwsza dotyczy umieszczenia w kadrze tylko i tylko tego co naprawdę chcę pokazać. Jest to zasada eliminacji z kadru wszystkiego co jest „niechciane”

    Pod tym się podpisuję oburącz. I jest to jedyna zasada w fotografii: wyeliminuj wszystko, co zbędne, zostaw tylko to, co wzmacnia kadr.

    korzystam z kanonów, reguł czy zasad, kiedy mi odpowiadają w konkretnym kadrze, czasem tworzę obrazek przeciw jakiejś zasadzie

    No właśnie. :) Czyli w Twojej głowie też nie ma reguły trójpodziału. :)
    I to zdanie też pokazuje, że zdajesz sobie sprawę, że to żadna reguła kompozycyjna. Gdyby to była reguła, to jej stosowanie zwiększałoby atrakcyjność wizualną kompozycji, a jej złamanie – ją zmniejszało. Zawsze. Jeśli czasem (a ja twierdzę, że częściej niż rzadziej) nietrzymanie się trójpodziału daje ciekawsze zdjęcia, to to żadna reguła. To jest dominanta. Dominant jest wiele, wybierasz jedną z nich, wcale nie łamiąc żadnej reguły, a tylko nie korzystając z możliwości, jakie dają Ci inne dominanty.

  2. Aleksander pisze:

    Nie jestem tutaj bardziej przekorny niż duChemin.

    Kupiłem przed kilku laty podręczniki fotografii D. duChemina. Nie byłem w stanie ich przestudiować. Jego teksty są dla mnie niestrawne. Za dużo gramatyki, a za mało polotu i fantazji. Jeżeli miałbym chodzić do prowadzonej niego szkoły, poszedłbym na wagary. A na wagarach wchłaniałbym dzieła Mistrzów. U nich o wiele przyjemniej można nauczyć się również gramatyki; nie trzeba zapamiętywać, sama wchodzi do podświadomości.

    Na moje „Nie wierzę, że Piotr wierzy w to co napisał, bo że reguły, kanony i zasady istnieją, wiemy o tym wszyscy.” Odpowiedziałeś Piotrze: „Istnieją… w głowach,…

    No dobrze Piotrze, uwierzyłem, że wierzysz!
    A Twoje słowa „Istnieją… w głowach” są „świętą” prawdą. Oczywiście, wszystko o czym dyskutujemy tworzy się w naszych głowach jako osobista albo powielana, subiektywna interpretacja otaczającej rzeczywistości, również tej pokazywanej na zdjęciach. To jest normalne, a nawet więcej – korzystne, bo twórcze.

    Tylko że zakusy różnych szkół filozoficznych (głównie pitagorejczyków), żeby świat opisać równaniami matematycznymi, wcale nie świadczy prawdziwości czy nawet sensie tych usiłowań.

    No, ale tutaj to pozwolę sobie niezgodzić się w sposób bardzo zdecydowany. Opisy matematyczne w fizyce, chemii i bywa że nawet w biologii, są niepodważalne; a geometria, a perspektywa, a inżynieria? Bez matematycznego opisu nie byłoby współczesnej technologii i także naszej fotografii cyfrowej; nie byłoby całego rozwoju dzisiejszej cywilizacji technicznej, z czego nie jestem zresztą tak bardzo zadowolony. A że nie wszystko da się opisać matematycznie, to tylko bardzo dobrze. Reguły matematyczne rządzą tylko częścią naszego świata (także tylko częścią fotografii), zostawiając twórcom jeszcze olbrzymi obszar dowolności.

    Najbardziej powszechna z reguł, o których dyskutujemy, reguła złotego podziału i złotej spirali nie została wymyślona, istniała w przyrodzie „od zawsze” (naturalne fraktale fizyczno-chemiczne, fraktale znajdowane u roślin i w zwierzęcych wytworach czy chociażby proporcje w kościach naszych palców). A że reguła ta raczej nie dominowała, to znowu bardzo dobrze. Matematycy opisali ją dopiero wtedy, jak zaczęli podpatrywać przyrodę i filozofować. Chwała artystom i architektom, że ją zastosowali w praktyce; stworzyli dzieła klasycznie piękne. Dzisiaj klasyczne piękno jest niemodne, ale nie ma nad czym płakać, bo piękno „nie jedno ma imię”. Chwała impresjonistom, że zerwali z klasycznym, akademickim nurtem w malarstwie. Jakże ja ich lubię, zwłaszcza C. Moneta. Nie przestaję jednocześnie lubić dzieł hołdującego złotemu podziałowi Leonarda da Vinci. Uznaję złoty podział jako jeden z kanonów naszego świata i ludzkich dzieł. Uznaję też otaczającą nas przyrodniczą rzeczywistość i ludzkie dzieła, w których nie sposób doszukać się jakiejkolwiek reguły. Nie zamykajmy się w regułach, ale też nie mówmy/piszmy, że jakoby nie istnieją.

  3. Piotr pisze:

    Kupiłem przed kilku laty podręczniki fotografii D. duChemina. Nie byłem w stanie ich przestudiować.

    Ok. :) Polecam Brendę Tharp – znacznie bardziej zwięzłe i konkretne, a także szersze spojrzenie na kompozycję. Ja też bardzo lubię Barra, choć to nie jest łatwa lektura. Natomiast Freeman jest dla mnie przegadany – ale i jego niektórzy cenią.

    Oczywiście, wszystko o czym dyskutujemy tworzy się w naszych głowach jako osobista albo powielana, subiektywna interpretacja otaczającej rzeczywistości, również tej pokazywanej na zdjęciach.

    No tak, tylko trójpodział istnieje głównie w głowach fotoamatorów i tam pełni ważną rolę, natomiast znacznie gorzej z tą rolą w głowach odbiorców.

    Opisy matematyczne w fizyce, chemii i bywa że nawet w biologii, są niepodważalne; a geometria, a perspektywa, a inżynieria? Bez matematycznego opisu nie byłoby współczesnej technologii i także naszej fotografii cyfrowej

    Wszystko prawda, ale co to ma wspólnego z estetyką? Zakusy prostego przełożenia praw matematyczno-fizycznych na kwestie społeczne były podejmowane od wieków, że przypomnę pitagorejczyków czy później Juliena de La Mettrie, nieodmiennie z kiepskim skutkiem. To po prostu tak nie działa, a człowiek nie jest prostą maszyną przetwarzającą informacje. I różne eleganckie formuły matematyczne nie są receptą na estetykę, bo my nie mamy wcale wbudowanego automatycznego zachwytu na widok złotego podziału. Byłoby fajnie, żeby to tak prosto działało, ale nie działa.
    Jeśli natomiast chodzi o fotograficzne inspiracje fraktalami, to one akurat są dobrym źródłem inspiracji dla zupełnie innej dominanty: dla rytmu. Chyba tylko matematyk na widok fraktala może dostrzegać złoty podział – normalny człowiek najprędzej zobaczy właśnie powtórzenie i rytm. Nawiasem, to zdjęcie z pomnikiem masz właśnie skomponowane w oparciu o rytm.

    • Aleksander pisze:

      Za wskazanie Brendy Tharp dziękuję. Kiedyś fotografujący kolega podrzucił mi starą książkę o fotografowaniu (nie pamiętam autora, mogło to być nawet jakieś tłumaczenie). Była obszerna, więc nie przeczytałem jej w całości, ale na zaledwie kilku czy kilkunastu stronach autor przedstawił istotę estetyki w fotografii. Poszedłbym do niego choćby na jedną lekcję; wystarczyłoby. Muszę do tej książki jeszcze wrócić.

      Z tym trójpodziałem to jednak jest coś dziwnego. Od kiedy umieściłem siatkę trójpodziału na wyświetlaczu (a kadruję wyłącznie na wyświetlaczu), okazała się niezwykle pomocna. Mimo, że bardzo rzadko tworzę kadry z trójpodziałem, to siatka stała się bardzo przydatna do planowania dowolnego kadru i tworzenia każdej dowolnej kompozycji.

      Matematyka też jest jakaś taka dziwna, nie widać jej a jest. Normalny człowiek, nie zgłębiający jej istnienia w przyrodzie i sztuce, nie jest w stanie jej tam zauważyć. Ale to nie jest powód, żeby negować jej udział w tworzeniu harmonii, rytmu, swoistego piękna, a więc estetyki w zakresie naszych doznań. Dotyczy to nie tylko tego co widzimy, ale również tego co słyszymy, szczególnie w dziełach muzycznych. Słuchając nie zawracamy sobie głowy matematyką (tak jak nie widzimy matematyki we fraktalach czy kryształach); nie jest nam to potrzebne, a może nawet by przeszkadzało w odbiorze. Fenomen matematyki – nie widać jej, nie słychać jej, a jest.

  4. Piryt pisze:

    To jeszcze ja dorzucę swoje 3 grosze :-)
    Moim zdaniem jest tak:
    Zasady istnieją, są sformułowane, opisane, jest bogata literatura na ten temat.
    Problem jest moim zdaniem inny: czy ich stosowanie daje większe prawdopodobieństwo sukcesu (co to jest sukces?) i czy dla nas też są atrakcyjne?
    Wydaje mi się, że skoro one powstały jeszcze w czasach antycznych to upłynęło już wystarczająco dużo czasu, żeby ich wpływ na sztukę już dziś ocenić.
    W czasach antycznych i epokach kiedy były one akceptowane np w Renesansie dawały one szanse na sukces (także finansowy). Jeżeli przetrwały do dziś (są dyskutowane, wykładane w szkołach) to znaczy, że są ważnym elementem rozwoju naszej kultury.
    Czy obowiązują nas?
    Oczywiście nie muszą, a stosowanie ich dziś szanse na sukces raczej zmniejsza. Inna epoka, inne mody, dziś ceni się raczej pełną swobodę twórczą, łamiącą wszelkie ograniczenia.
    O ile jednak można dziś pozytywnie ocenić kulturę antyczną kierującą się tymi naszymi spornymi zasadami, to obecnych trendów jeszcze ocenić się nie da. Czy przetrwają choćby 500 lat, a może to też do ocen za krótki okres? Czy wniosą coś pozytywnego do kultury światowej? Pewnie tak, ale czy to będzie porównywalne z antykiem?
    Ja bym dla pewności dodał jeszcze z 1000 lat, 1500 da już jakiś pogląd :-)

    • Aleksander pisze:

      Piryt, na Twoje 3 grosze odpowiem krótko – róbmy po swojemu. Uznając istnienie reguł, róbmy po swojemu – jak trzeba to zgodnie z kanonami, jak mamy inny pomysł to go realizujmy nie przejmując się zasadami. Tylko że koniecznie miejmy pomysł.

      Jeżeli nie fotografujemy zarobkowo, tylko „dla siebie”, to fotografujmy w zgodzie ze sobą, i nie przejmujmy się, że co innego jest modne, że chwalą co innego, że konkusy wygrywają inne kadry. Nie przejmujmy się oceną za xxx lat. Fotografowanie ma sprawiać przyjemność nam teraz, a nie przyszłym pokoleniom. Jak potomni uznają jednak coś za dobre, to będzie to tylko wartść dodana. Ale nie liczmy na to, zresztą nas nie będzie to już interesować. Cieszmy się, jeżeli komuś nasze fotografie podobają się teraz.

      • Piryt pisze:

        Tak by było oczywiście najlepiej, ale do tego trzeba mieć odpowiednio niezależną psychikę. Być niezależnym w myśleniu.
        Jest niestety sporo ludzi uzależnionych od różnych mód, manier, od akceptacji środowiska itp. i oni nie potrafią się tak po prostu normalnie cieszyć.
        Kilka lat temu na jednym z portali fotograficznych był człowiek, który poprosił mnie prywatnie o radę. Nie wiedział co zrobić, bo wszyscy jego zdjęcia krytykowali a on dostawał już nerwicy, bał się cokolwiek pokazać i autentycznie cierpiał.
        Ale to już jest problem raczej dla psychologów.

napisz komentarz

Treść