Z Panasonikiem 100-300 mm na dziką zwierzynę. Część III. Na zasiadkę

Tak tylko na marginesie

Czas spędzony w czatowni dzieli mi się zwykle na czuwanie, czytanie i drzemanie. Z tej trzeciej fazy wyrywa mnie któryś ze zmysłów, czasem nawet ten szósty. Następuje wtedy faza czwarta i polega ona głównie na oglądaniu tego co dzieje się wokół czatowni. Jeżeli zwierzyna jest w dobrej odległości na strzał, wtedy do głosu dochodzi migawka aparatu. Bywa, że nie oddaję żadnego strzału. Czy to jest czas stracony?

Czworonogi

Sarny stały się od wielu lat dominującymi czworonogami na naszych łąkach i polach. Pod tym względem zajęły miejsce niezwykle rzadkich dziś zajęcy. Z sarniej czatowni na łące latem fotografuję zwykle matki z młodymi (trafiają się nawet trojaczki). Zimą i na przedwiośniu przychodzą w stadach do kilkunastu sztuk. Zrobienie zdjęcia sarny nie stanowi więc żadnego problemu. Niestety na moją łąkę przychodzą tylko kozy i ich młode. Wśród młodych widać koziołki z zaczątkiem poroża. Dlaczego nie ma dorosłych kozłów? Są; idąc przez łąkę czy las często słyszę ich groźne szczekanie w zaroślach czy szuwarach, a potem tupot i oddalające się szczekanie. Czasem zobaczę uciekającą sylwetkę z parostkami, ale zrobienie dobrego zdjęcia graniczy wtedy z cudem. I wreszcie w grudniu ubiegłego roku do stadka kilku pasących się kóz wyszedł z lasu dorodny kozioł z ładnym porożem. Trochę szczypał trawę, ale przede wszystkim lustrował okolicę. Kozy spokojnie pasły się, a on pięknie pozował. Marzenia spełniły się, ustrzeliłem pięknego rogacza (1). Był daleko, musiałem zatem zdjęcie dość mocno przyciąć.

 

m43_kozioł z czatowni

1. Rogacz marzenie

To nie jest tak, że nie lubię saren płci pięknej. Ale przesyt każdego piękna osłabia wrażliwość. Pokażę zaprzyjaźnioną kozę, która podchodzi pod sam płot albo kładzie się pod świerkami. W tym roku, w maju podeszła pod dom tuż przed wykoceniem. Zrobiłem kilka ujęć przez okno, i kiedy odwróciła się do mnie tyłem, postanowiłem je otworzyć, żeby porównać jakość zdjęć przez szybę i bez tej przegrody. Ruszyłem tylko klamką, a sarna natychmiast podniosła głowę i odwróciła ją w stronę okna (2). Po otwarciu okna bez pośpiechu schowała się w świerkach. Do wyników fotografowania przez okno wrócę jeszcze przy innej okazji.

 

m43_sarna z okna

2. Zaprzyjaźniona koza

W czatowni na żurawie obserwowałem kiedyś parkoty zajęcy (były zaledwie trzy), które odbywały się, niestety, zbyt daleko pod lasem. Próbowałem trochę filmować, ale wynik był mizerny. Po kilkunastu minutach cała trójka pokicała do lasu. Po jakimś czasie przykicał pojedynczy szarak i zaczął kluczyć w miejscu harców wcześniejszej trójki. Nie mając nic lepszego do roboty, bo żurawie nie przyleciały, obserwowałem pląsy tego singla. Szarak jakby zorientował się o co mi chodzi, przykicał pod moją czatownię i spokojnie usiadł. Ale najlepsze było to, że usiadł idealnie w prześwicie między zeszłorocznymi roślinami nad rowem. Było ładne, miękkie poranne światło; takiej okazji nie mogłem zmarnować (3).

m43_ szarak z czatowni

3. Szarak na życzenie

Czapla raz

Zalany wodą rozległy dół potorfowy w sąsiedztwie jest zasiedlony przez ptactwo wodne, a ostatniej zimy zobaczyłem też wysokie żeremie i ślady żerowania bobrów. Zbudowałem czatownię, mając nadzieję na rozmaitość tematów do fotografowania. Kaczki, łyski i kurki wodne nie są warte pokazania; uwziąłem się jednak na czaple. Czasem przylatywały z wrzaskiem dwie lub trzy czaple, ale siadały poza zasięgiem obiektywu. Sfotografowanie czapli stało się możliwe tylko raz, kiedy od brzegu oderwała się dryfująca niewielka wysepka roślinności, i na niej właśnie na kilka minut przysiadła czapla. Pozowała ładnie (4), ale rewelacji nie ma. Głębia ostrości stanowczo za duża, tło zabałaganione, bo wysepka była zbyt blisko przeciwległego brzegu, a przysłona przy ogniskowej 240 mm została automatycznie przymknięta do f/5,3. Na drugi dzień pływającej wysepki w zasięgu obiektywu nie było, czapli nie było, a bobry po zimie widocznie wyprowadziły się. Przez całe lato jedna czapla; jakaś pechowa ta czatownia. Jedyna przyjemność to grzyby zbierane podczas powrotów do domu.

m43_czapla z czatowni

5. Czapla siwa

Pora na żurawie

Są czatownie nieudane, ale są i udane. Z bardzo udanej czatowni na żurawie ustrzeliłem przecież pokazanego tu już zająca, a także czaplę, czajkę, sójkę i filmowałem żerujące bociany. Jednak to żurawiom poświęciłem w tym roku najwięcej czasu. Obserwuję je u siebie od kilkunastu lat, od kiedy stałem się właścicielem kawałka polskiej wsi. Przelatują nad domem; słyszę je nawet zimą, ponieważ nie odlatują na południe. Fotografowałem je z daleka osłonięty zaroślami albo z czatowni na sarny. Nie wiem dlaczego czatownię dla nich zbudowałem dopiero teraz. Okazała się tak bardzo udana.

Żurawie wiosną przylatywały na swoje śniadanie dość późno, zwykle po moim śniadaniu. Obżerały się jakimiś kłączami wyciąganymi z mokrej łąki. W miarę jak woda opadała, podchodziły coraz bliżej czatowni. Liczyłem na to, że podobnie jak w roku ubiegłym, założą gniazdo na sąsiednim bagnie. Mógłbym je obserwować przez całe lato, ponieważ w czasie wyprowadzania młodych nielotów, rodzice zmieniają upierzenie i też są nielotne. Urządzają wtedy po łące długie spacery. Niestety, moja para żurawi uznała ubiegłoroczne miejsce gniazdowania za mało bezpieczne z powodu niskiego poziomu wody. Rano żerowały, tokowały lub robiły toaletę nie dłużej niż przez godzinę i odlatywały. Wracały na łąkę po południu albo późnym wieczorem. Po zachodzie słońca wchodziły powoli do lasu. To było bardzo dziwne, ale okazało się, że za wąskim pasem lasu znalazły bardziej bezpieczne do założenia gniazda bagno przy rowie, który był kiedyś rzeczką. Dlaczego nie lądowały na łące przy zakładanym gnieździe, tylko na mojej albo u sąsiada? Czasem pozostawały u mnie długo, aż do nocy. I wtedy miałem problem. Zdjęć już nie mogłem robić, w domu czekała kolacja, a ja nie chciałem wystraszyć ptaków swoim wyjściem z czatowni. Pomyślałem, że może kaszel i moje głośne zachowanie przyśpieszy ich odejście. Nic z tego; musiałem czekać do nastania zupełnej ciemności. Opuszczałem ukradkiem czatownię, kiedy nie mogłem już dostrzec sylwetek żurawi. Czy one mnie widziały, nie wiem. Chyba nie, bo na widok człowieka natychmiast się zrywają z głośnym szumem skrzydeł, często też donośnie „krzycząc”. Niżej kilka ujęć tych pięknych ptaków.

Wiosenne popołudnie, żuraw długo robił toaletę (filmowałem), a potem układał pióra silnie machając skrzydłami (5). I tak kilka razy. Kiedy łąka była zalana, żurawie lądowały i spacerowały zwykle pod lasem (6), ale kiedy woda na łące opadła, podchodziły bliżej. Tę parę (7 ) sfotografowałem blisko czatowni; szkoda tylko że światło było nijakie i że było go mało. Ale ważniejsze niż zdjęcia było dla mnie przeżycie oglądania żurawi spacerujących przed samą czatownią. Gdyby podeszły bliżej, nie zmieściłyby się w kadrze.

m43_Udawać orła

5. Udając orła

m43_na spacerze

6. Wpatrzone w siebie

m43_pod czatownią

7. Podeszły pod czatownię

Do ciekawych przeżyć w czatowni „na żurawie” należały również spotkania z sójkami zanęconymi kukurydzą. Kukurydza była wykładana właściwie dla żurawi, ale ku mojemu zaskoczeniu, nigdy tych ptaków nie przyciągnęła. Cały czas przyciągała natomiast sójki. Czasem siadały na dachu czatowni, a jedna z nich usiadła kilka metrów od czatowni na kopczyku wyciągniętych z rowu i poduszonych już szczątków roślinnych. Bliskość ptaka i ładne światło zapewniły niezłą jakość zdjęcia (8).

m43_sójka z czatowni

8. Sójka była najczęstszym gościem przed czatownią „na żurawie”

Podsumowanie

Jakie wyciągam wnioski? Z teleobiektywu 100-300 mm jestem zadowolony, bo mobilizuje mnie do pójścia do czatowni. :) Z większości czatowni zadowolony jestem bardzo, bo sprawiają, że mogę nacieszyć się obserwowaniem zwierząt z bliska. A czy jestem zadowolony ze zdjęć? Czasem tak, ale często nie. Nie wszystkie nadają się do pokazywania szerzej. Dla mnie mają one jednak inną wartość, stanowią bowiem dokument moich przyrodniczych przeżyć. Nie zwalnia mnie to oczywiście z konieczności doskonalenia fotograficznego warsztatu. Wpis ma charakter poradnikowy i opisuje moje zmagania z fotograficzną materią, więc jest ilustrowany zarówno zdjęciami udanymi, jak i mniej udanymi.

Ale wracając do obiektywu, Panasonic 100-300 mm bardzo dobrze sprawdza się na odległość do ok. 20 metrów i kiedy fotografowany obiekt nie zlewa się z tłem. Jakość zdjęć spada, kiedy w tle mamy bałagan (głębia ostrości jest za duża) i kiedy odległość rośnie. Często trzeba je później mocno przycinać. Wszystkie zdjęcia starałem sie robić przy maksymalnym możliwym otworze przysłony. Nie pokazałem zdjęć borsuków, ponieważ robiłem je innym obiektywem. Może wydać się dziwne, ale w tym przypadku (noc, odległość ok. 1o m) dużo lepiej sprawdził się znacznie jaśniejszy M.Zuiko Digital 60 mm f/2.8 ED Macro. Jeszcze lepszy byłby Panasonic G X VARIO 35-100 mm f/2.8 P.O.I.S. Bardzo potrzebne jest mi jednak jasne stałoogniskowe szkło 300 lub 400 mm. Powinno zapewnić znacznie lepszą jakość obrazowania, zwłaszcza przy słabym świetle, i pozwoliłoby na zdecydowanie lepszą kontrolę głębi ostrości. Trzeba mieć marzenia.

The following two tabs change content below.
Absolwent Politechniki Łódzkiej (1969). Praca zawodowa zakończona etatem profesora na Wydziale Farmaceutycznym UM w Łodzi. Od roku 2012 fotografujący emeryt. Ponieważ całe życie zawodowe spędziłem w murach uczelni, to teraz z aparatem fotograficznym nadrabiam przyrodnicze zaległości. Fotografowanie jest dla mnie mobilizacją do wyjścia z domu (na wsi) przed świtem w poszukiwaniu naturalnego piękna, zwłaszcza tego odnajdywanego na kolanach, Zdjęcia są czymś wtórnym; nie mniej mam za sobą kilkanaście wystaw indywidualnych i jedną wspólną z Markiem Wyszomirskim (inkluzje zwierzęce w bursztynie), która była eksponowana w kilku miejscach – Warszawa 2014, Wieluń 2014, Gdańsk 2014, Łódź 2016. W roku 2016 nowa edycja tej wystawy La vita fissata nell’ambra została też zaprezentowana w Rzymie. Mój zachwyt budzi Vincent Munier, arcymistrz kompozycji, światłocienia i minimalnego światła.

Ostatnie wpisy Aleksander (zobacz wszystkie)

Inne wpisy, które mogą cię zainteresować:

3 komentarzy na temat “Z Panasonikiem 100-300 mm na dziką zwierzynę. Część III. Na zasiadkę”

  1. padys pisze:

    … ja też w przyszłym wcieleniu będę leśnikiem. Miałem w tym wcieleniu być leśnikiem (nawet przekroczyłem próg szkoły w Miliczu), ale… zostałem programistą.

    Jestem pod wrażeniem fotek i samozaparcia w dążeniu do celu. U mnie obydwu jeszcze nie ma, ale cały czas liczę, że się pojawią. Jednak najpierw muszę pokonać wewnętrznego „lenia”.

    Życzę powodzenia w uwiecznianiu naszej pięknej przyrody.

  2. banc pisze:

    W miarę w skupieniu jestem w stanie wytrzymać mniej więcej 2-3h. Potem zawsze dopada mnie śpioch. Chociaż jeśli czatownia wygodna (z leżanką) to czemu nie :-).

    • Aleksander pisze:

      To jest całkiem przyzwoity czas dla amatora. Osobiście znam prawdziwego łowcę, który polując na głuszce w kwieniu zaszył sie w głębokich leśnych ostępach, gdzie z kolegą przesiedział i przeleżał/przespał w czatowni 10 dni. Cały czas fotografował od świtu tokujące głuszce. Zdjęcia rewelacyjne.

      Z jego wspomnień: „Przez 10 dni żyjemy wśród tych niesamowitych kuraków. Staramy się praktycznie nie wychodzić z ukrycia, aby niepotrzebnie nie niepokoić głuszców, które cały czas są w pobliżu.”

napisz komentarz

Treść