Z Panasonikiem 100-300 mm na dziką zwierzynę. Część II. Czatownie

Tak tylko na marginesie

Lubię czatownie; można zdjąć buty, można poczytać, można się zdrzemnąć, bywa że można też zrobić zdjęcie.

Ale do rzeczy, to znaczy do czatowni

Na swoim terenie i u zaprzyjaźnionych sąsiadów zbudowałem kilka czatowni na łące, w lesie i nad wodą. Każda inna, każda na innego zwierza. Pierwszym i najprostszym rozwiązaniem było postawienie drewnianej ścianki w świerkowym zagajniku przy domu (1). Łatwo niepostrzeżenie dojść z domu, kiedy na łące są np. sarny.

1. Czatownie

 1. Przydomowa czatownia w świerkach

Korzystam z niej rzadko, ponieważ sarny i żurawie najczęściej żerują pod lasem, na drugim końcu łąki. Jak jest mokry rok, to żurawie gniazdują zaraz na sąsiednim bagienku. Sarny, niestety, wychodzą na łąkę z lasu w zupełnie innym miejscu. Nie miałem wyjścia; musiałem niedaleko od siebie zbudować dwie czatownie.

Łąka jest zalewana regularnie wiosną oraz podczas większych opadów latem i jesienią. Stawianie czatowni na takim terenie może być dużym problemem. Aby uchronić konstrukcję czatowni, a zwłaszcza słupy przez gniciem, możliwe są dwa rozwiązania. Do konstrukcji pierwszej czatowni użyłem głęboko wkopanych słupków betonowych z rozebranego płotu, do których przykręciłem podniesione słupy drewniane (2). Drugie rozwiązanie było łatwiejsze, ale pokażę je dopiero pod koniec wpisu, bo towarzyszy mu zaskakujące zdarzenie.

2. Czatownie

2.  Betonowo-drewniany zrąb czatowni na podmokłej łące

Czatownia do fotografowania borsuków przed ich norą w lesie może być całkowicie otwarta, ale korzystnie jest dodać dwie czy trzy ścianki stanowiące przytulną osłonę podczas wieczornego albo porannego czuwania. Dach powinien być, ale nie zrobiłem go, ponieważ w razie opadów mam tylko ok. 300 m do domu, a bez dachu mogę sobie popatrzeć na gwiazdy, kiedy nie mogę doczekać się borsuków. Borsuki są „ślepe” i na kilka metrów można im się bezkarnie pokazać, natomiast mają niesamowicie czuły węch. Czatownia powinna być zatem ustawiona ponad 10 m od nory, z podłogą co najmniej 1 m nad ziemią (3). Unikając zwietrzenia przez zwierzę korzystniej jest wywindować czatownię znacznie wyżej, ale wtedy pogarsza się perspektywa fotografowania.

3. Czatownie

3. Otwarta czatownia na borsuki, a zarazem miejsce zabawy mojej pomocnicy

Czatownię można kupić gotową. Są małe, które po rozłożeniu stają się fotelem osłoniętym materiałem maskującym. Można też kupić większą, wygodną czatownię fotograficzną w postaci namiotu. Przyznam jednak, że osobiście preferuję czatownie zbudowane przez siebie w znanym mi terenie, gdzie od lat obserwuję zachowanie się zwierzyny, poznaję jej zwyczaje, godziny przyjścia czy przylotu. Ponadto, zarówno czworonogi, jak i pierzaste bardzo szybko przyzwyczajają się do stałych budowli i nie zwracają na nie żadnej uwagi.

W ubiegłym roku odkryłem najlepszą z moich czatowni. W wiejskim domu wstawiłem nowe okna i stwierdziłem, że z zewnątrz nie bardzo widzę co dzieje się wewnątrz. Ja nie widzę, to może i zwierzęta mnie nie zauważą, kiedy stanę w oknie. Sarny podchodzą czasem pod sm dom, a ptaki zwykle siadają na płocie. I stało się, mam najlepszą czatownię na świecie. Wygodną, z herbatą podawaną przez żonę, a zimą nie muszę się ciepło ubierać, ani wychodzić na mróz. Ale co z jakością zdjąć robionych przez podwójna szybę? O tym w części trzeciej.

W czatowni

Oglądałem wiele zdjęć wygodnych czatowni profesjonalnych fotografów przyrody. Był czasem w ich wnętrzu nawet piecyk, ale doszedłem do wniosku, że czegoś mi w nich brakuje. W swoich czatowniach pod okienkami zrobiłem stabilne półki, do których montuję imadłowy statyw ze średniej wielkości głowicą kulową pewnie trzymającą aparat (4). Zapewnia to wygodę podczas manewrowania zestawem, dużo większą niż tradycyjny statyw. Z kawałka szarego materiału zrobiłem zasłonkę z luźnym otworem na obiektyw. Nad okienkiem strzelniczym mam zwykle drugie okienko obserwacyjne w formie szerokiej szczeliny o wysokości 2- 3 cm. Można wtedy bezkarnie obserwować przedpole czatowni bez włączania aparatu.

5. Czatownie

4. Mocowanie zestawu na półce w czatowni świerkowej

Dobrze zaprojektowana czatownia na otwartym terenie powinna mieć okna na wszystkie cztery strony, z możliwością ich zamknięcia lub zasłonięcia. Zdarzało sie, że czekając na żurawie „od frontu”, usłyszałem ich klangor tuż za plecami. Szybka zmiana pozycji sprawiła, że nie straciłem okazji do zrobienia pierwszych zdjęć. Po kilku minutach żurawie przeleciały nad czatownią „na front”. Znowu zmiana pozycji i teraz fotografowałem ich toki

Obiektyw 100-300 mm, po maksymalnym wysunięciu jest dość długi. Żeby zestaw był stabilny należy wybrać odpowiednią głowicę kulową. Są producenci wytwarzający trzy podobne głowice o różnej wielkości kul i długości płytek, które mają jednak tę samą szerokość. Do używanej mniejszej głowicy należy dokupić najdłuższą płytkę od największej głowicy. Do korpusu przykręcamy ją na jednym końcu (5), a w mocowaniu na głowicy przesuwamy ją na drugi koniec, tak aby zestaw stał się dobrze wyważony. Płytkę mocującą przerobił mi znajomy mechanik tak, żeby można było przykręcić zrobione we własnym zakresie ramię z drutu, które pozwala na łagodny ruch zestawu w poziomie podczas filmowania.

5. Czatownie

5. Zestawy korpus + obiektyw z dużą i małą płytką mocującą

Teraz najdziwniejsze – czatowni nie maskuję

W lutym, kiedy pierwszy raz w tym roku zobaczyłem żurawie, podjąłem wreszcie decyzję żeby postawić na łące tę drugą czatownię, o której było na początku. Na podwyższeniu z ziemi wybranej przez koparkę z rowu ułożyłem betonowe płyty chodnikowe i na nich postawiłem całą konstrukcje. Nie zdążyłem jednak wykończyć jej w ciągu jednego dnia, zatem na drugi dzień poszedłem dokończyć dzieło. Jakie było moje zdziwienie, kiedy wychodząc zza świerków zobaczyłem obok niedokończonej czatowni spacerujące żurawie. Szybko wróciłem po aparat i strzałem z dużej odległości utrwaliłem tę scenę (6, czatownia moja, żurawie sąsiada :) ).

7. Czatownie

6. Żurawie zaakceptowały wczoraj postawiona czatownię

Czytałem Puchalskiego, widziałem jak zamaskowane czatownie budują też współcześni fotografowie przyrody, a tu proszę. Dzisiaj zwierzyna w sąsiedztwie wsi nie boi się nowych elementów w środowisku, unika tylko widoku ludzi. Żadnej czatowni nie maskuję.

The following two tabs change content below.
Absolwent Politechniki Łódzkiej (1969). Praca zawodowa zakończona etatem profesora na Wydziale Farmaceutycznym UM w Łodzi. Od roku 2012 fotografujący emeryt. Ponieważ całe życie zawodowe spędziłem w murach uczelni, to teraz z aparatem fotograficznym nadrabiam przyrodnicze zaległości. Fotografowanie jest dla mnie mobilizacją do wyjścia z domu (na wsi) przed świtem w poszukiwaniu naturalnego piękna, zwłaszcza tego odnajdywanego na kolanach, Zdjęcia są czymś wtórnym; nie mniej mam za sobą kilkanaście wystaw indywidualnych i jedną wspólną z Markiem Wyszomirskim (inkluzje zwierzęce w bursztynie), która była eksponowana w kilku miejscach – Warszawa 2014, Wieluń 2014, Gdańsk 2014, Łódź 2016. W roku 2016 nowa edycja tej wystawy La vita fissata nell’ambra została też zaprezentowana w Rzymie. Mój zachwyt budzi Vincent Munier, arcymistrz kompozycji, światłocienia i minimalnego światła.

Ostatnie wpisy Aleksander (zobacz wszystkie)

Inne wpisy, które mogą cię zainteresować:

3 komentarzy na temat “Z Panasonikiem 100-300 mm na dziką zwierzynę. Część II. Czatownie”

  1. Janusz pisze:

    Troszkę cierpliwości, a pewnego dnia zdarzy się coś takiego 😉
    https://500px.com/photo/83629417/evolution-by-simon-roy?from=user

  2. piter.ka pisze:

    Z niecierpliwością czekam na wyniki „czatowania”. 😉

  3. Adam pisze:

    Niesamowite – nie wiedziałem, że tak robi się tego typu zdjęcia… :)

napisz komentarz

Treść