Panasonic GH4: oficjalne ceny i… pierwsze wrażenia

P1050469

Ten aparat wydaje się niezwykle podobny do modelu GH3. Mimo wszystko jest jednak kilka istotnych różnic, które „wychodzą” w praktyce. Zacznijmy jednak od cen (na razie z rynku amerykańskiego, polskie ceny uzupełnię jak tylko będzie to możliwe).

Panasonic Lumix GH4 (sam korpus) – 1699 dolarów
Panasonic Lumix YAGH Interface Unit1999 dolarów
Zestaw Panasonic Lumix GH4 plus Interface Unit – 3298 dolarów

Jak widać, potwierdziły się plotki mówiące o tym, że „moduł komunikacyjny” będzie droższy od samego aparatu. Moim zdaniem to trochę dziwna i niezbyt dobrze uzasadniona decyzja, bo w gruncie rzeczy mamy do czynienia z bardzo zaawansowanym „rozgałęziaczem” czy też „przejściówką”. Oczywiście do zastosowań profesjonalnych bardzo się ona przyda, a profesjonaliści mniej liczą się z wydatkami od zwykłych śmiertelników, ale myślę, że gdyby ten moduł kosztował połowę tego, co sam GH4, zyski Panasonica (z uwagi na wyższe obroty) mogłyby być nawet większe.

Sam aparat jest natomiast stosunkowo tani. 1700 dolarów w momencie rynkowego debiutu to naprawdę wygląda nieźle i sądzę, że wielu użytkowników, zwłaszcza tych zainteresowanych filmowaniem (nie tylko w 4K) da się skusić.

Moje wrażenia

Nie ma sensu pisać o wszystkim, bo z zewnątrz Panasonic GH4 różni się tylko kilkoma szczegółami (aczkolwiek ważnymi) od modelu GH3. Jeśli więc ktoś jest zainteresowany, bezczelnie odsyłam też do pierwszych wrażeń z użytkowania GH3 😉

P1050513

Od lewej: GH3 i GH4 (egzemplarz przedprodukcyjny).
Oba aparaty są niemal identyczne, używają również tego samego dołączanego gripa,
ale moduł komunikacyjny (po prawej stronie) podłączymy tylko do GH4.

Zacznę od drobiazgu. Blokada pokrętła wyboru trybu pracy działa skutecznie i tak, jak się tego można było spodziewać. Naciskamy raz – blokujemy obracanie pokrętła, naciskamy drugi raz – znów możemy zmieniać tryby pracy aparatu. Mała rzecz, a cieszy.

Znacznie bardziej ucieszyło mnie jednak to, co zobaczyłem, gdy przyłożyłem do oka wizjer nowego Lumixa. Nie miałem niestety przy sobie Olympusa E-M1, żeby go porównać, więc nie stwierdzę, który wizjer jest lepszy. Powiem tyle – taki wizjer, jaki jest w GH4 (2,36 mln pikseli, OLED), wystarczyłby mi w zupełności do wszystkiego. Chyba jeszcze nigdy nie miałem tak mocnego wrażenia korzystania ze zwykłego wizjera optycznego. Reprodukowany obraz wygląda ostro, a opóźnienie jest zupełnie niezauważalne. Przede wszystkim jednak ten obraz wygląda bardzo, bardzo naturalnie, nawet kiedy robimy szybkie zmiany typu przeniesienie kadru z jasnego okna na ciemne wnętrze pomieszczenia czy fotografujemy żaluzje na tle nasłonecznionej szyby. Nie widać żadnych sygnałów, że to, co oglądamy, to nie jest obraz z wizjera optycznego! Dopiero kiedy fotografujemy niemal w kompletnej ciemności, konieczność silnego wzmocnienia sygnału w wizjerze daje o sobie znać w postaci artefaktów, ale… w tych samych warunkach w prawdziwym wizjerze optycznym nie zobaczylibyśmy już nic. To ja już wolę artefakty.

P1050515

Od lewej: Panasonic GH3 i Panasonic GH4.
Nowy wizjer to także inna, wygodniejsza muszla oczna.

Lepszy jest również zewnętrzny ekran aparatu (ma ponad 1 mln pikseli, a nie ok. 600 tysięcy, jak w GH3), choć tu różnica nie jest aż tak widoczna. Jest jednak wyraźniejszy w mocnym świetle i ma nieco lepsze kąty oglądania. Tak samo jak w przypadku poprzednika, można go ustawić niemal w dowolnej pozycji (w tym ekranem do wewnątrz, na czas transportu).

P1050474

Moduł komunikacyjny wygląda może trochę jak żelazko, ale po wzięciu do ręki okazuje się jednak stosunkowo lekki. Operowanie aparatem po jego założeniu nadal jest więc dosyć wygodne, zwłaszcza w kadrach poziomych (w pionowych też się da, ale to oczywiście abstrakcja. Nagrywanie wideo odbywa się niemal zawsze w poziomie). Będzie to jednak pewnie wyglądało zupełnie inaczej, jeśli podłączymy do niego masę różnych niezbędnych kabli…

The following two tabs change content below.

Inne wpisy, które mogą cię zainteresować:

3 komentarzy na temat “Panasonic GH4: oficjalne ceny i… pierwsze wrażenia”

  1. Janusz pisze:

    No tak, jak ktoś weźmie to do ręki i wypróbuje, to wrażenie będzie z pewnością niesamowite. Kawał dobrej konstrukcji (wagowo również), tylko czy my właśnie tego oczekujemy ?
    Po ostatnich dysputach jakie mieliśmy z Tomkiem, zastanawiałem się czy naprawdę mam rację, może jednak nie ? Przypadkiem właśnie dziś natrafiłem na ankietę jaką pół roku temu zrobił serwis DiYPhotography (nota bene przedrukowywany w naszych polskich stronkach o fotografii oraz wielu fachowych blogach) i tam znalazłem coś na potwierdzenie tego, że moje obawy co do kierunku w jakim zmierza m4/3 nie są bezpodstawne.
    http://www.diyphotography.net/poll-camera-makers-should-focus/
    Cóż, tylko 6 % ankietowanych oczekuje funkcji filmowych, 2 % więcej pikseli a 61 % lepszej pracy w złych warunkach oświetleniowych. Nie będę się wypowiadał czy badanie było zrobione na reprezentatywnej próbie czy też nie, ale wyniki sugerują poważne pochylenie się nad tym co powinno być priorytetem w konstruowaniu aparatów fotograficznych.
    A megapiksele ? Mam nadzieję, że konstruktorzy aparatów pamiętają o kryterium Releigha, bo marketingowcy na pewno nie.
    Tylko kto powie to dyrekcji ? …. ech, znowu narzekam 😉

  2. Tomek pisze:

    Tak samo bym w tej ankiecie odpowiedział. Ale problem polega na tym, że była ona robiona wśród świadomych fotografów, natomiast część aparatów (również część bezlusterkowców, przynajmniej tych prostszych modeli) kupują fotografowie nieświadomi. Producenci lawirują tak, by trafić z odpowiednimi parametrami do odpowiedniej grupy, np. Canon ostatnio w modelu G1 X Mark II (dla zaawansowanych) zmniejszył liczbę pikseli, a równocześnie w prostych kompaktach „komunijnych” ją zwiększył (i to na znacznie mniejszych matrycach!).
    Fajnie by było, gdyby Olympus albo Panasonic robili tak samo – najbardziej zaawansowane modele miałyby wtedy mniej megapikseli 😉

  3. Adam pisze:

    Fajny tekst, czekam na więcej informacji o tym cudeńku

napisz komentarz

Treść