Słowo o tonalności

Tak tylko na marginesie

Temat jest tak bardzo powszechny w opracowaniach internetowych, że chyba nie powinno się go już więcej omawiać. Postanowiłem jednak dać wpis „dla opornych”. Nie będzie zatem wykresów/histogramów, a temat zilustruję kilkoma zdjęciami. Nie będzie „nauczania”, będzie natomiast wskazanie kilku problemów do rozważenia i samodzielnego rozwiązywania.

Nie lubię teoretycznych ideałów

Nie lubię teoretycznie idealnych zdjęć przyrodniczych. Wydają mi się nieprawdziwe. Z drugiej strony, co to znaczy zdjęcie prawdziwe albo nieprawdziwe? Rozważając tylko zagadnienie tonalności fotografowanej sceny i później – uzyskanego zdjęcia, chyba zawsze dojdziemy do wniosku, że nasz obrazek mija się z prawdą. Nie przejmujmy się tym jednak; zdjęcie przyrodnicze powinno przede wszystkim wywoływać emocje i cieszyć oczy, a w tym zakresie jego tonalność ma niezwykle dużo do powiedzenia. Tonalność zapisu na matrycy jest punktem wyjścia, ale fotograf – mając pomysł na własne zdjęcie, może ją modyfikować (nawet bardzo znacznie) podczas obróbki w programie graficznym.

Co może matryca aparatu cyfrowego

Tony, tonacja, tonalność – to właściwie pojęcia ze świata muzyki, ale na stałe zadomowiły się też w fotografii czarno-białej, a później i kolorowej. Zakres tonalny od czystej bieli do głębokiej czerni jest przebogaty w odcienie szarości. Kolor można również zinterpretować w tej samej skali w oparciu o stopień jego intensywności (nasycenie i poziom jasności). Kolorową scenę światłomierz w aparacie fotograficznym „czyta” jako czarno-szaro-białą, a wynik możemy ocenić na histogramie – od czerni po lewej do bieli po prawej. W wizjerze lub na wyświetlaczu korpusu bez lustra możemy to zobaczyć i odpowiednio zareagować przed zrobieniem zdjęcia. W nowszych korpusach możemy analizować także histogram trzech podstawowych barw (czerwonej, zielonej, niebieskiej).

Tonalność, czyli intensywność szarości czy koloru mierzy się w jednostkami ekspozycji fotograficznej EV (ang. Exposure Value). Początkiem skali jest 0 EV, a wzrost intensywności o 1 EV oznacza dwukrotne zwiększenie ilości światła podczas naświetlania matrycy lub filmu. Można to uzyskać albo przez wydłużenie czasu naświetlania albo przez zwiększenie otworu przysłony o jedną działkę.

Ludzkie oko może jednocześnie odbierać kontrastową scenę o rozpiętości tonalnej powyżej 20 EV, matryca dobrego aparatu fotograficznego może zarejestrować tonalność mniej więcej dwa razy mniejszą. Najlepsze matryce Nikona, Sony i Pentaksa wg oceny serwisu DxO rejestrują różnice jasności ponad 14 EV. Rekordzistą wśród korpusów pełnoklatkowych, jak dotąd, jest Nikon 810 z wynikiem 14,8 EV. Najlepsze matryce w systemie m4/3 umożliwiają zapis różnicy przejść tonalnych ponad 12 EV, co – uwzględniając wielkość matrycy (ok. 4x mniejsza powierzchnia) i zawarte w niej piksele – należy uznać za wynik bardzo dobry. Niestety, wysoką jakość obrazu można uzyskać jednak tylko w przedziale znacznie mniejszym.

Kontrast fotografowanej sceny a tonalność zdjęcia

Teoretycznym ideałem byłoby, gdyby możliwości rejestracji na matrycy odpowiadały kontrastowi fotografowanej sceny. Na histogramie zobaczylibyśmy wykres zaczynający się po lewej prawie przy granicy zerowej wartości sygnału (widoczne są najciemniejsze detale, ale nie pełna czerń), i kończący się po prawej również przy granicy zerowej wartości sygnału (widoczne detale najjaśniejsze, ale nie czysta biel). Matryca zarejestrowałaby całkowity zakres tonalny sceny. Tym co jest między sygnałem czerni i sygnałem bieli, i jak wygląda wykres w tym zakresie, mimo że jest to dla fotografii bardzo ważne, na razie nie przejmujmy się. Wystarczy stwierdzenie, że jest tam wszystko co będzie widoczne na zdjęciu. Dla nas najważniejszy jest teraz początek i koniec histogramu.

„Ideały”

Czy zdarzają się ideały zgodności tonalnej fotografowanej sceny i możliwości matrycy? Rzadko, bardzo rzadko, ale zdarzają się. Przykład zbliżony do „ teoretycznego ideału” ilustruje obrazek 1. Niestety, dla mnie jest to tylko ładne kolorowe zdjęcie, które odbiega jednak od tego co lubię w fotografii i nie budzi większych emocji, bo nie tworzy nastroju. To tylko teoretycznie poprawny zapis tonów.

Tony 1

1

Czy w ogóle istnieje zatem idealny histogram? W wielu przypadkach można uznać, że istnieje, i to nie jeden; dla każdej fotografowanej sceny może być inny. Może raczej należałoby napisać – nie tyle idealny, co subiektywnie najlepszy. Decyzja dotycząca wyboru najlepszego histogramu należy do fotografa, który w wystarczająco szerokim zakresie może korygować ilość światła padającego na matrycę. Może korzystać z ustawienia czułości, otworu przysłony, czasu otwarcia migawki, no i właśnie z korygowania ekspozycji w oparciu o histogram.

Problemy do rozwiązania

Ponieważ w fotografii przyrodniczej zgodność dynamiki matrycy z kontrastem sceny zdarza się bardzo rzadko, często mamy problem. Jeżeli scena jest mało kontrastowa, wykres histogramu zajmuje tylko część możliwości zapisu tonów przez matrycę. Z zasady staramy się skorygować pomiar światła tak, żeby dosunąć histogram do prawej strony. Zapewnia to najlepszy, bogaty w szczegóły zapis obrazu. Teoretycznie, bo czasem w światłach szczegółów nie da się zobaczyć. Przykładem mogą być żurawie we mgle (2), gdzie prawie cały zapis obrazu mieści się w prawej połowie zakresu tonalności, ale szczegóły pochłonęła mgła.

Tony 2

2

Zapis zgodnie z zaleceniem – dosuń histogram do prawej, nie zawsze nam odpowiada, bo może skutkować zbyt długim czasem naświetlania zdjęcia ruchomego obiektu, mino korzystania z mocno podwyższonej czułości i dużego otworu przysłony. Możemy wtedy skrócić czas naświetlania korygując w rozsądnych granicach ekspozycję (histogram) w lewo, czyli niedoświetlając. Dopiero później, w programie graficznym ustawiamy punkty bieli i czerni; manipulując krzywymi tonalności lub środkowym suwakiem w poziomach możemy modyfikować jasność w różnych partiach obrazu albo w całym obrazie. Możemy też zwiększyć kontrast (żeby tylko nie przesadzić). Przykładem ilustrującym takie postępowanie jest zdjęcie borsuka iskającego się nad norą w ciemnym lesie o świcie (3).

Tony 3

3

Nigdy nie miałem trudniejszych warunków, jeżeli chodzi o brak światła i konieczność zastosowania krótkiego czasu – tu 1/200 s. Czułość ISO 3200 nie wystarczała; musiałem zastosować jeszcze odchylenie ekspozycji -0,7 EV. Zdjęcie było niedoświetlone, i dopiero korzystając z histogramu w programie graficznym ustawiłem punkty bieli i czerni. Ponieważ zdecydowałem się na podanie przy tym zdjęciu nastaw w aparacie (korpus GH1), to uzupełnię jeszcze, że korzystałem z obiektywu Sigma 150 mm, f/2,8 macro przy przysłonie 3,2.

W krańcowo odmiennym przypadku, kiedy zakres tonalny fotografowanej sceny przerasta możliwości rejestracji na matrycy, nadrzędną zasadą jest dobre ustawienie punktu bieli, tak żeby nie tracić nic na osi poziomej po prawej stronie histogramu. Korygując ekspozycję powinniśmy zatem ustawić wykres przy granicy prawego końca poziomej osi, co jednak zaowocuje utratą szczegółów w głębokich cieniach. To co widzimy na wyświetlaczu dotyczy jednak zapisu w formacie JPG. Wywołując RAWy możemy tam sporo odzyskać. Skorygowanie histogramu w prawo pozwoli na poprawienie szczegółowości w cieniach, ale nadmierna ekspozycja doprowadzi do wypalenia szczegółów w światłach obrazu. Czasem istnieje obiektywna konieczność zaakceptowania wypaleń w końcowym obrazie. Dotyczy to zwłaszcza sytuacji, kiedy fotografowana scena jest bardzo kontrastowa, np. fotografując obiekt w pomieszczeniu, które zawiera mocne źródło sztucznego światła, a nawet okno przez które wpada światło słoneczne. Podobna sytuacja występuje, kiedy fotografujemy obiekt na tle jasnego nieba, jak na zdjęciu z trzciniakiem (4).

Tony 4 (2)

4

Zwabiony głośnym śpiewem podpłynąłem bardzo blisko (nagrywałem), i z niewielkiej odległości musiałem fotografować z najgorszej perspektywy – z dołu do góry, na tle białego od chmur nieba. Tak się przecież nie fotografuje, należy mieć aparat na poziomie zwierzęcia (podręcznikowe zalecenie dla ptasiarzy, i nie tylko). Mało tego, światłomierz, uwzględniając biel tła, sugerował ekspozycję, przy której utopiony w cieniach zostałby rysunek upierzenia ptaka, a trzciny byłyby czarnymi krechami strasząc w obrazie. Koniecznym rozwiązaniem było skorygowanie zalecenia światłomierza o +1,3 EV. Wynikiem było wypalenie tła – bardzo mocny, ucięty sygnał, nie mieszczący się na wykresie na prawym końcu histogramu. Za bardzo nie przejmujmy się takim efektem, starajmy się naświetlić obraz tak, aby dobrze widoczne było to co chcemy pokazać (reszta histogramu jest spokojnie nisko rozciągnięta wzdłuż poziomej osi. Starajmy się też aby wypalenia w końcowym obrazie były zminimalizowane i nie raziły.

Przy optymalnym ustawieniu punktu bieli po prawej dla zakresu tonalnego sceny znacznie przekraczającego możliwości matrycy dostaniemy wysoki poziom sygnału z lewej strony, co oznacza, że straciliśmy szczegóły w cieniach i dostaniemy tam głęboką czerń (5). Czy to źle? Moim zdaniem głęboki cień po prawej tylko wzmacnia odbiór tego zdjęcia.

Tony 5

5

Są też takie sceny, podczas fotografowania których warto stracić szczegóły i w cieniach i w światłach (6). Rozpiętości tonalna kontrastowych scen daleko odbiegała tu od ograniczonych możliwości matrycy, ale dzięki stratom szczegółów (zwłaszcza w cieniach) zdjęcia mogą zyskać na plastyce obrazu.

Tony 6b

6

Rozdzielczość matrycy a rozdzielczość tonów

Dla mnie podstawowym parametrem fizycznym matrycy jest nie jej rozdzielczość, czyli liczba pikseli, lecz ich wielkość, w zasadniczy sposób odpowiedzialna za dynamikę tonalną obrazu, określaną również jako rozdzielczość tonalna. Dotyczy ona zdolności do rejestracji różnic w intensywności sąsiadujących odcieni sygnału świetlnego (ilości fotonów). To tutaj właśnie duże piksele matrycy zdecydowanie wygrywają z małymi. Im większa jest powierzchnia pojedynczego piksela, tym mniejsze różnice w ilości padających na nie fotonów zarejestruje matryca. Przekłada się to wprost na znacznie większe zróżnicowanie tonalności i bardziej subtelne przejścia odcieni w zarejestrowanym obrazie.
Na tym korzyści z dużych pikseli na matrycy się nie kończą. Równie ważne są mniejsze szumy oraz znacznie lepsza ogólna jakość obrazu, zwłaszcza rejestrowanego przy podwyższonej czułości.

Dylemat

Co jest ważniejsze – rozdzielczość matrycy liczona pikselami czy tonalność, a zwłaszcza rozdzielczość tonalna zależna od ich wielkości? Każdy ma swoje wybory; ja wybieram subtelności jakie oferują większe piksele. Niestety, tylko teoretycznie, bo producent używanych przeze mnie korpusów i jego marketingowcy są odmiennego zdania.

P.S. Dziękuję Markowi Wyszomirskiemu za życzliwe uwagi podczas tworzenia tego wpisu.

The following two tabs change content below.
Absolwent Politechniki Łódzkiej (1969). Praca zawodowa zakończona etatem profesora na Wydziale Farmaceutycznym UM w Łodzi. Od roku 2012 fotografujący emeryt. Ponieważ całe życie zawodowe spędziłem w murach uczelni, to teraz z aparatem fotograficznym nadrabiam przyrodnicze zaległości. Fotografowanie jest dla mnie mobilizacją do wyjścia z domu (na wsi) przed świtem w poszukiwaniu naturalnego piękna, zwłaszcza tego odnajdywanego na kolanach, Zdjęcia są czymś wtórnym; nie mniej mam za sobą kilkanaście wystaw indywidualnych i jedną wspólną z Markiem Wyszomirskim (inkluzje zwierzęce w bursztynie), która była eksponowana w kilku miejscach – Warszawa 2014, Wieluń 2014, Gdańsk 2014, Łódź 2016. W roku 2016 nowa edycja tej wystawy La vita fissata nell’ambra została też zaprezentowana w Rzymie. Mój zachwyt budzi Vincent Munier, arcymistrz kompozycji, światłocienia i minimalnego światła.

Ostatnie wpisy Aleksander (zobacz wszystkie)

Inne wpisy, które mogą cię zainteresować:

5 komentarzy na temat “Słowo o tonalności”

  1. Janusz pisze:

    W pełni popieram, wolę szeroką rozpiętość tonalną niż megapiksele na matrycy. Z resztą ankiety robione wśród fotografów (a nie pstrykaczy) potwierdzają tą tezę.
    http://www.spidersweb.pl/2013/08/nie-patrzymy-na-megapiksele.html
    Wielu zacnych fotografów korzysta do dziś z nikona D300s który ma chyba tylko 12 M pikseli na pełnej klatce, ale za to parametry matrycy które nie ustępują dzisiejszym konstrukcjom.

  2. Adam pisze:

    Bardzo ciekawy artykuł. Szczególnie dla początkujących fotografów. Piękne dzięki za twoją pracę. :)

  3. olyfot pisze:

    Nikon D300s to format APS-C, a nie pełna klatka. Parametry matrycy na dzisiejsze standardy nie są już zachwycające, natomiast funkcjonalność body jest rewelacyjna.

  4. Łukasz pisze:

    Co jest ważniejsze? Zdecydowanie plastyka obrazu. Mam wrażenie, że producenci Micro 4/3 technologicznie utknęli z sensowną liczbą 16-u Mpx (a może to też już za dużo) i nie potrafią przyznać „ok to jest nasz max od teraz skupiamy się tylko nad jakością rejestrowanego obrazka”. Nie, nie – są raczej zdania „skoro firma XYZ (z segmentu większych sensorów) ma 24 Mpx, to my za nimi – porozciągamy obraz. Musimy jakoś wyglądać na sklepowych pułkach obok nich”. Lub wymyślają kretyństwa rodzaju „to nasz sensor będzie się gibał na boki jak tancerka na rurze (czytaj na statywie) i zrobi nawet 40 Mpx” Ehh słabo!

  5. Aleksander pisze:

    Dziękuję za wsparcie. Z mojej praktyki (powiększenia 40×60 cm) wynika, że dla matrycy 4/3 wystarczy 10-12 MP.

napisz komentarz

Treść