Owadzi raport 2015

Tak tylko na marginesie

Jesienią coraz częściej spoglądam na półki z albumami i książkami. Lubię pooglądać dobre zdjęcia, lubię poczytać autorskie teksty fotografów, i to dużo bardziej niż wywody teoretyków fotografii czy opinie recenzentów i krytyków. Ostatnio sięgnąłem po książkę Moose Petersona „Uchwycone obiektywem. Lekcje legendarnego fotografa dzikich zwierząt”. Zdjęcia jak zdjęcia; są dobre, są też dziwnie słabe. Nie zachwyciły mnie. Może to wina polskiego wydawcy, może drukarni. Może jedno i drugie, a może „wypadek przy pracy”. Faktem jest, że z tego wydawnictwa kupiłem tylko ten jeden tytuł. Z zainteresowaniem czytam jednak niektóre fragmenty tekstu M. Petersona, zwłaszcza te które dotyczą przeżywania fotograficznej przygody oraz problemów, z jakimi borykał się autor podczas sesji zdjęciowych w terenie. Ne zawsze wszystko idzie gładko, u mnie zresztą też. Bywa, że cały sezon jest ubogi w dobre zdjęcia.

Narzekania

Minęło niemiłosiernie suche lato, suche były też zima i wiosna. Ten rok nie rozpieszczał fotografów przyrody. Robiłem jednak zdjęcia wyszarpując pogodzie krótkie chwile ładnego światła. Przeglądając je dzisiaj, z trudem wybieram te, z których jestem zadowolony. Owadów było bardzo mało, mniej niż w ubiegłym roku, który zresztą też był słabszy niż poprzednie. W ślad za tym trudno było o pająki; nawet dominujące w ostatnich latach na łące i w ogrodzie tygrzyki paskowane w tym roku zawiodły. Ani jednego zdjęcia pająka, które by mnie zadowoliło.

Wspomnienie roku 2014

W sierpniu tego roku pojechałem na południową Lubelszczyznę fotografować ciepłolubne modliszki w dobrze rok wcześniej rozpoznanym miejscu. W upalne popołudnia owady te są bardzo dogodnymi modelami. Widziałem tylko jedną (uciekła szybko na sosenkę i zniknęła mi z oczu), a przecież w ubiegłym roku, o tej samej porze, w tym samym miejscu było ich dużo, pięknie pozowały, z niektórymi nawet się zaprzyjaźniłem (1).

1

1

Początek roku nie był taki zły

Zimą robiłem trzebież dwudziestokilkuletniego lasu, a wiosną zabrałem się do korowania wyciętych sosen. Owocem tego zabiegu pielęgnacyjnego były zdjęcia korników (mało ciekawe), bardzo ruchliwego tępiciela korników – przekraska mróweczki (2) i należącego do rodziny kózkowatych rębacza pstrego (3).

2

2

3

3

Latem w plener wychodziłem głównie podczas pochmurnych dni. Czasem trzeba było zwiększyć czułość do ISO 400. Dopóki moje bagienka nie wyschły ważki fotografowałem bez problemu (4, pałątka niebieskooka). Później miałem już tylko jedną udana sesję z ważką (http://www.m43.eu/zdjecia/ustawki-przyrodnicze/).

4

4

Latem dominowały chrząszcze

W porze intensywnego kwitnienia roślin dość często spotykałem kwietnice i kruszczyce złotawki (5).

6

5

Ale pszczół i motyli było jak na lekarstwo; nie zrobiłem im żadnego ciekawego zdjęcia. Trochę łatwiej było z trzmielami (6).

7

6

Niespodziankę zrobił mi dorodny dyląż garbarz, napotkany na liściu paproci. Cierpliwie pozwalał się fotografować z każdej strony i z każdej odległości (7).

8

7

Podobnie było z bardzo ciekawym grabarzem pospolitym (8). Inny osobnik tego gatunku był „zasiedlony” roztoczami (9), które wykorzystują grabarza jako środek transportu na nową padlinę, gdzie jedne i drugie składają jajka. A grabarze, generalnie, to służba sanitarna w przyrodzie.

9

8

10

9

Dużą satysfakcje daje uchwycenie rzadkich scen z życia owadów. Zaglądając pod liście derenia zobaczyłem biedronkę polującą na młode mszyce, na którą strzyka wydzieliną osobnik uskrzydlony (10). Ostatecznie wygrał „Dawid”; „Goliat” tym razem nie został ustrzelony, ale z niesmakiem wycofał się.

11

10

Portrety portretami, pokazują charakter, bywają ładne, ale starajmy się też szukać scen z życia i przyrodniczych relacji między zwierzętami.

The following two tabs change content below.
Absolwent Politechniki Łódzkiej (1969). Praca zawodowa zakończona etatem profesora na Wydziale Farmaceutycznym UM w Łodzi. Od roku 2012 fotografujący emeryt. Ponieważ całe życie zawodowe spędziłem w murach uczelni, to teraz z aparatem fotograficznym nadrabiam przyrodnicze zaległości. Fotografowanie jest dla mnie mobilizacją do wyjścia z domu (na wsi) przed świtem w poszukiwaniu naturalnego piękna, zwłaszcza tego odnajdywanego na kolanach, Zdjęcia są czymś wtórnym; nie mniej mam za sobą kilkanaście wystaw indywidualnych i jedną wspólną z Markiem Wyszomirskim (inkluzje zwierzęce w bursztynie), która była eksponowana w kilku miejscach – Warszawa 2014, Wieluń 2014, Gdańsk 2014, Łódź 2016. W roku 2016 nowa edycja tej wystawy La vita fissata nell’ambra została też zaprezentowana w Rzymie. Mój zachwyt budzi Vincent Munier, arcymistrz kompozycji, światłocienia i minimalnego światła.

Ostatnie wpisy Aleksander (zobacz wszystkie)

Inne wpisy, które mogą cię zainteresować:

4 komentarzy na temat “Owadzi raport 2015”

  1. wojtas pisze:

    Eh, znowu o robalach…

    • Aleksander pisze:

      Ja też ubolewam nad takim obrotem sprawy, bo chciałbym zobaczyć inne zdjęcia i poczytać o innych obszarach fotografii uprawianej przez użytkowników systemu m4/3.
      Kiedy Tomek poprosił o wsparcie, były zgłoszenia potencjalnych autorów innych tematów. Niestety, do stałej współpracy nikt się nie zabrał. A przecież są w tym systemie ludzie robiący świetne zdjęcia, które oglądam w Internecie. Okazuje się, że łatwiej zrobić dobre zdjęcie niż cokolwiek napisać o swoich doświadczeniach.

  2. nomadfoto pisze:

    witam

    jaki obiektyw tu przewodził ?

napisz komentarz

Treść