Dlaczego m4/3

Tak tylko na marginesie

Kiedy fotografia cyfrowa w połowie minionego dziesięciolecia osiągnęła przyzwoity poziom, a ceny sprzętu stały się przystępne dla zwykłego amatora, zacząłem przyglądać się cyfrowym lustrzankom amatorskim Canona i Nikona. Kupiłem… megazoom Panasonika Lumix FZ 20, a później FZ 50, głównie do fotografowania przyrodniczych drobiazgów z wykorzystaniem makrokonwerterów Raynoksa. No, ale ta jakość obrazowania doprowadzała mnie do szału. Zacząłem jednak marzyć o większej matrycy w lekkim korpusie, z którego wyrzucono by klapiące lustro, pryzmat i mechaniczną migawkę. Kiedy ukazał się Lumix DMC G1, kupiłem go bez wahania. To był prawie ten korpus, który sobie wymarzyłem.

Dlaczego m43b

Skazany na korpusy Panasonika

System m4/3 został zaprezentowany jako mały, lekki i poręczny, niemal kieszonkowy. Niestety, żeby zadowolić moje ręce korpus powinien być lustrzankopodobny. Ergonomia jest jedną z trzech przyczyn dlaczego preferuję wyroby Panasonika, a nie Olympusa. Druga to bardzo intuicyjny interfejs, a trzecia to przyzwyczajenia wyniesione z użytkowania FZ 20 i FZ 50. Najbardziej to właściwie odpowiada mi wielkość korpusu FZ 50. Korpusy serii G i GH są dla mnie za małe. W kierunku Olympusa patrzyłem i patrzę cały czas uznając wyższość jakości obrazowania sprzętu właśnie tej firmy. Po próbach z OM-D E-M5, nie zdecydowałem się jednak na zmianę producenta. Wygoda i przyzwyczajenia mają swoją wartość.

Nie, nie jestem przeciwnikiem miniaturyzacji korpusów

Przy tym wszystkim co napisałem wyżej, uznaję że miniaturyzacja w systemie m4/3 jest niezwykle atrakcyjna. Kiedy pojawił się Olympus E-P5 czy Panasonic Lumix DMC GM-1, od razu mnie zachwyciły. Gdybym miał bardziej zasobny portfel, natychmiast bym któryś z nich kupił. Nosiłbym go cały czas w kieszeni. Ja wolałem jednak kupić GH1. Co to znaczy? Tylko to, że system pięknie się rozwinął (rozwija się zresztą nadal), i może zaspokoić wymagania bardzo zróżnicowanego odbiorcy. Potęguje to oczywiście wyjątkowa sytuacja, że mamy dwóch producentów korpusów w jednym systemie. Każdy, kto decyduje się na system m4/3, ma w czym przebierać i wybierać.

Dla malkontentów

Narzekanie na to, że coś za duże albo za małe, nie ma sensu. W internetowych dyskusjach narzekanie na system m4/3 jednak nadal trwa; teraz głównie, że daje gorszą jakość zdjęć niż amatorskie lustrzanki. To nie musi być prawda. Zależy kto fotografuje i co fotografuje. Z matrycy m4/3 można uzyskać piękne powiększenia wystawowe 40×60 cm. Czy amator potrzebuje więcej? Ja narzekam tylko na wygórowane ceny, tak korpusów jak i obiektywów. Tu nasz system przegrywa zdecydowanie. No, może jeszcze brak mi w korpusie tzw. „globalnej” migawki elektronicznej.

Nie tylko korpus ma znaczenie

Dla fotoamatora dyskusja o wyższości jednego systemu nad innym nie ma sensu, jeżeli nie uwzględnia się przeznaczenia sprzętu (co chcemy fotografować ) oraz wielkości/małości całego zestawu, i to łącznie ze statywem. Dla mnie statyw jest równie ważny jak aparat. Bez statywu nie fotografuję z wielu powodów, a jednym z ważniejszych jest precyzyjne kadrowanie. Oczywiście, fotografia uliczna czy reportażowa ze statywu jest raczej trudna do wyobrażenia; na szczęście fotografuję przyrodę i czasem starą architekturę.

Dlaczego m43a

W zastawie najważniejszy jest jednak obiektyw. To jego jakość optyczna oraz wybór ogniskowej i przysłony lub czasu wpływają decydująco na jakość zdjęcia. Początki były nieciekawe, ale dzisiaj propozycje Olympusa, Panasonika i firm trzecich są bliskie zaspokojenia potrzeb wszystkich, no prawie wszystkich. Do mojego arsenału brakuje m.in. długich stałogniskowych teleobiektywów, w tym 100 lub 150 mm f/2,8 macro oraz 300 lub 400 mm f/4. Może kiedyś się doczekam.

Niezależnie co i jak fotografujemy, każdy zestaw (korpus + obiektyw + statyw) w systemie m4/3 jest zadziwiająco mały i niesamowicie lekki w porównaniu do starszych kuzynów z lustrami. A jakość zdjęć? Mnie zadawala.

Na zakończenie

Teraz muszę się przyznać, że nie bez znaczenia dla mojego stosunku do systemu m4/3 jest główny nurt mojego fotografowania – makrofotografia czy szerzej ujmując – fotografia zbliżeniowa; jest to ponad 50% strzałów. W makrofotografii najczęściej zależy nam na dużej głębi ostrości, i matryca formatu 4/3 zapewnia ją większą niż matryca APS-C czy zwłaszcza FF (dzięki mniejszej skali odwzorowania). Z drugiej strony, zapewnia dużo wyższą jakość zdjęć niż malutkie matryce kompaktów, zwłaszcza gdy trzeba zwiększyć czułość. A przy tym, przygotowanie dużego powiększenia na papierze zabiera wielokrotnie mniej czasu w programie graficznym. Biorąc pod uwagę wielkość zestawów, wielostronność zastosowań i jakość zdjęć, matryca 4/3 jest dla mnie udanym kompromisem i rozwiązaniem w miarę uniwersalnym. Można fotografować nawet krajobraz.

Dlaczego m43

The following two tabs change content below.
Absolwent Politechniki Łódzkiej (1969). Praca zawodowa zakończona etatem profesora na Wydziale Farmaceutycznym UM w Łodzi. Od roku 2012 fotografujący emeryt. Ponieważ całe życie zawodowe spędziłem w murach uczelni, to teraz z aparatem fotograficznym nadrabiam przyrodnicze zaległości. Fotografowanie jest dla mnie mobilizacją do wyjścia z domu (na wsi) przed świtem w poszukiwaniu naturalnego piękna, zwłaszcza tego odnajdywanego na kolanach, Zdjęcia są czymś wtórnym; nie mniej mam za sobą kilkanaście wystaw indywidualnych i jedną wspólną z Markiem Wyszomirskim (inkluzje zwierzęce w bursztynie), która była eksponowana w kilku miejscach – Warszawa 2014, Wieluń 2014, Gdańsk 2014, Łódź 2016. W roku 2016 nowa edycja tej wystawy La vita fissata nell’ambra została też zaprezentowana w Rzymie. Mój zachwyt budzi Vincent Munier, arcymistrz kompozycji, światłocienia i minimalnego światła.

Ostatnie wpisy Aleksander (zobacz wszystkie)

Inne wpisy, które mogą cię zainteresować:

5 komentarzy na temat “Dlaczego m4/3”

  1. Dawid pisze:

    Właśnie dojrzałem do wymiany aparatu i poważnie zastanawiam się nad tym co dalej: ze względów wagowych i rozmiarowych nie biorę pod uwagę lustrzanek, natomiast muszę przyznać, że oferta systemu Sony E (APS-C) jest mocno kusząca – pomimo większej matrycy ich obiektywy są bardzo zbliżone wymiarami i wagą (jeśli przyjmiemy, że chcemy uzyskać taką samą głębię ostrości – czyli 2.8 kontra 4 itp.), a czasem nawet wygrywają. Pomimo, że Sony zazwyczaj aż przesadza z ilością modeli, to paradoksalnie problemem jest aktualnie brak odpowiednika dla E-M5 Mark II, bo A6000 można porównywać funkcjonalnie co najwyżej z E-M10. Brakuje trochę testów obiektywów dla Sony E, więc trudno mi jest je porównać jakościowo z Olympusami czy Panasami.
    Czy mógłbyś napisać jakich obiektywów używasz (szczególnie do makro)?

    • Aleksander pisze:

      Pierwszym obiektywem macro była Sigma 150 mm f/2.8 – idealna ogniskowa, piękny bokeh, ładne kolory, ale do systemu m4/3 za duza i za ciężka, a poza tym pracowała tylko w trybie MF (sprzedany).
      Druga była (i jeszcze jest) Leica DG Macro-Elmarit 45 mm f/2.8 – najostrzej rysujące z moich szkieł, malutkie i leciutkie.
      Trzecim obiektywem macro jest M.Zuiko Digital 60 mm f/2.8 – dłuższy niż Leica, rysuje mniej ostro, ale maluje tak pięknie, daje tak ładny bokeh, że stał się moim najbardziej ulubionym, a Leica czeka na nowego właściciela.

      Inne obiektywy to Panasonikowe:
      bardzo dobry najstarszy kitowy G VARIO 14-45 mm f/3.5-5.6
      i niezły G VARIO 100-300 mm f/4.0-5.6
      oraz świetny malutki Samyang 7.5 mm f/3.5 UMC Fish-eye MFT

      Nie jestem zwolennikiem minimalizacji głębi ostrości (nawet przy portretach). W fotografii zbliżeniowej czy krajobrazowej wręcz przeciwnie – zależy mi na dużej GO. Ale dla entuzjastów małej GO system m4/3 oferuje sporo bardzo jesnych szkieł, łącznie z Noktonem 10.5 mm f/0.95 Voigtlandera z ubiegłego roku.

      Co do korpusów – mimo, że moim rękom odpowiadają Lumiksy G i GH, na ostatnich targach w Łodzi zachwycił mnie Olympus E-M5 Mark II. Nie jest wykluczone, że gdybym się tak nie przyzwyczaił do Lumiksów, to nawet już wcześniej kupiłbym poprzedni model E-M5.

  2. Kuba pisze:

    hmm… GH3/GH4 też są za małe? 😉

    • Aleksander pisze:

      GH3 prawie, prawie. Testowałem i zamierzam kupić, kiedy cena w polskich sklepach spadnie poniżej 3000 zł. Do rąk się jednak „nie lepi”. Ma za płytką i zbyt śliską rękojeść – chwyt nie jest pewny. Wydłużając rekojeść do przodu mogliby wreszcie umieścić w niej kieszeń na akumulator, tak żeby można go było wymieniać bez zdejmowania aparatu ze statywu. Teraz trzeba odkręcić nawet płytkę mocującą. Wielkie brawa natomiast za magnezowy korpus, uszczenienia i guzikologię – programowalne przyciski.

  3. Adam pisze:

    Świetny tekst. Sam używam Lumixa (przesiadka z pentaxa) i jestem bardzo zadowolony.

napisz komentarz

Treść